Jeśli kiedykolwiek prowadziłeś kampanie w Google Ads, na pewno zauważyłeś zakładkę „Rekomendacje”. To miejsce, w którym Google podszeptuje nam różne pomysły na ulepszenie kampanii, obiecuje lepsze wyniki i wyższą efektywność. Brzmi zachęcająco, prawda? Ale diabeł tkwi w szczegółach – każda rekomendacja może być dobra, ale niekoniecznie zawsze. I tu pojawia się ważna kwestia: nie wszystko, co Google podpowiada, będzie strzałem w dziesiątkę dla Twojej konkretnej kampanii.
Z drugiej strony, jeśli zignorujesz wszystkie sugestie, możesz zaprzepaścić okazję na usprawnienie działań lub… paradoksalnie nie podnieść sobie tzw. wyniku optymalizacji. W końcu Google lubi, kiedy korzysta się z jego rad – ale jednocześnie daje też opcję „odrzucenia” rekomendacji, które nie pasują do Twojej strategii. Co ciekawe, samo wyłączanie nieprzydatnych rekomendacji również wpływa na wzrost punktacji w Google Ads. Skomplikowane? Spokojnie, zaraz wgryziemy się w szczegóły.
Google Ads to potężne narzędzie, które stale monitoruje Twoje kampanie. Analizuje je pod kątem wyników, zachowań użytkowników, targetowania czy budżetów. Na podstawie tych danych algorytm próbuje znaleźć rozwiązania, które (według niego) mają podnieść efektywność. I właśnie te wskazówki widzisz w zakładce „Rekomendacje”.
Najczęściej mogą dotyczyć:
I teraz kluczowa sprawa – Google chce, żebyś jak najwięcej wydawał, ale jednocześnie, żebyś był w miarę zadowolony z wyników. Dlatego czasem podrzuci Ci rady, które faktycznie mogą się opłacić, a czasem takie, które wydadzą Ci się naciągane. Chodzi o to, by umiejętnie filtrować propozycje i wybierać tylko te, które realnie poprawią Twoje kampanie i nie zrujnują portfela.
Wbrew pozorom, Google nie chce działać przeciwko Tobie (gdyby tak było, to pewnie byśmy nie mieli co robić w tej zakładce). Rekomendacje potrafią wskazać luki w kampaniach czy problemy, których samodzielnie byś nie zauważył – na przykład brak jakiegoś istotnego rozszerzenia reklam, którego wcześniej nie brałeś pod uwagę. Bywa też, że algorytm zauważy rosnący trend na jakieś słowo kluczowe i namawia do dodania go do puli.
Natomiast nie wolno zapominać, że Google jest… korporacją nastawioną na zysk. Dlatego zawsze sprawdzaj, czy wprowadzane zmiany w kampanii służą tylko jednemu celowi: maksymalizacji wydatków, czy faktycznie mają zwiększyć Twoją sprzedaż lub liczbę konwersji.
Pro tip: Nie oznacza to jednak, że masz z automatu odrzucać każdy pomysł. Najlepiej jest ocenić każdą rekomendację z osobna – czy pasuje do strategii? czy sprzyja Twoim celom biznesowym? czy nie wypali Ci całego budżetu w jeden dzień?
Kiedy jesteś w panelu Google Ads, na pewno rzuciło Ci się w oczy słynne „x%” przy słowie „Wynik optymalizacji”. Google daje Ci do zrozumienia, że według jego systemu możesz jeszcze coś poprawić, by zbliżyć się do 100% optymalizacji konta. I tu jest trik: nawet odrzucenie nietrafionej sugestii – tak, dokładnie kliknięcie „odrzuć” – potrafi podnieść tę wartość.
To oznacza, że nie musisz ślepo akceptować wszystkiego, żeby zobaczyć fajne cyferki w swoim panelu.
Google w każdym z tych przypadków i tak rozumie, że „zareagowałeś na rekomendację”, co przekłada się na liczbowe podbicie wyniku optymalizacji. Żeby nie było za różowo, pamiętaj, że podniesienie tego wyniku to nie jest nasz główny cel w kampaniach, chociaż w wielu materiałach Google mocno to promuje. Lepiej mieć gorszy wynik, ale za to naprawdę rentowną kampanię niż odwrotnie.
Z czystej praktyki: nie każda sugestia Google Ads sprawdzi się w Twojej konkretnej branży, ponieważ algorytm nie zawsze rozumie, jak działają sezony, nisze czy kontekst biznesu. Zauważ, że wielu reklamodawców odkrywa, że Google proponuje czasem zbyt szerokie (lub kompletnie nietrafione) słowa kluczowe. Bo według algorytmu mają mało kliknięć i niby są „zbyt wąskie”. Jednak wiesz, że w odpowiednim okresie (np. w sezonie) te słowa przyniosą Ci masę wartościowych leadów czy sprzedaży.
To samo dotyczy konwersji i ustalania strategii automatycznego określania stawek typu CPA (cost per action). Jeśli nie masz jeszcze żadnych konwersji lub są one źle skonfigurowane, to przejście na model rozliczenia bazujący na CPA może być strzałem w kolano. System zacznie dostosowywać stawki pod kątem niedokładnych danych albo – co gorsza – w ogóle nie będzie miał do czego się optymalizować i może totalnie rozwalić efektywność Twojej kampanii.
Przykład z życia: Chcesz pozyskać leady, ale nie masz prawidłowo ustawionego śledzenia konwersji w Google Ads. Google zaproponuje Ci przejście na strategię maksymalizacji liczby konwersji. Zaakceptujesz, a potem okaże się, że w statystykach wcale nie rosną wyniki, bo system nie rejestruje nawet połowy zrealizowanych celów (np. przez błędnie dodany kod śledzenia). W efekcie Google będzie sztucznie podbijał stawki, a Ty spalisz budżet na niewłaściwe kliknięcia.
Adsy to gigantyczna machina, która może skutecznie generować sprzedaż i ruch na stronie, ale też potrafi wciągnąć w pułapkę kosztownych ulepszeń, jeśli nie wiemy, co robimy. Rekomendacje w panelu to jedno z tych miejsc, gdzie warto zachować trzeźwe myślenie. Z jednej strony – są w stanie poprawić Twoją kampanię, ale z drugiej – łatwo przesadzić i wpakować się w zbędne wydatki.
W kolejnej części rozkminimy bardziej szczegółowo różne typy rekomendacji, omówimy sytuacje, w których warto je wdrożyć, oraz te, w których lepiej pozostać przy starych ustawieniach. Pogadamy też o tym, jak radzić sobie z sezonowością i na co zwrócić uwagę przy wyborze słów kluczowych (kiedy Google przekonuje Cię do ich usunięcia „bo za mało kliknięć”). Będzie też parę praktycznych tipów, jak utrzymać zdrowy balans pomiędzy wskazówkami Google a własnym doświadczeniem i danymi analitycznymi.
Stay tuned, bo to dopiero początek!
A tu widzisz przykładowe rekomendacje. Ciekawostka jest taka, że wyłączenie ich też spowoduje wzrsot optymalizacji Twoich reklam 🙂
A może audyt obecnych kampanii lub pomoc w rekrutacji odpowiedniego specjalisty?
Jedna z najczęstszych rekomendacji, zwłaszcza jeśli Google widzi, że Twoja lista fraz nie jest zbyt obszerna. W praktyce, system może sugerować:
Kiedy warto?
Gdy faktycznie widzisz, że Twoje kampanie nie zbierają wystarczającej ilości danych, a dodatkowe, precyzyjne słowa kluczowe mogą pomóc zwiększyć liczbę konwersji lub sprzedaży. Dzieje się tak np. w branżach z niszą wąską jak igła, gdzie nawet kilkanaście dodatkowych wejść na miesiąc jest na wagę złota.
Kiedy się wstrzymać?
Jeśli Google uparcie podpowiada Ci frazy pokroju „buty męskie” do kampanii sprzedającej tylko i wyłącznie sandały dla kobiet, w dodatku w konkretnym stylu i sezonie. Często pojawia się też kwestia „zbyt małego potencjału” lub „za małej liczby kliknięć” – a my przecież doskonale wiemy, że za chwilę zaczyna się sezon wakacyjny i wszyscy będą szukać akurat tego produktu. Wtedy lepiej samodzielnie utrzymać tę frazę i zignorować zalecenia Google o jej wykluczeniu.
To bardzo kusząca rekomendacja – bo kto by nie chciał być na samej górze wyników wyszukiwania? Jednak Google Ads potrafi dość agresywnie podpowiadać, by podnieść stawki. Zwłaszcza gdy widzi, że konkurencja wydaje więcej i z automatu myśli: „Ej, żeby konkurować, musisz dorzucić hajsu”.
Kiedy warto?
Gdy analizujesz dane i faktycznie widzisz, że zwiększenie stawek może przynieść solidny zwrot z inwestycji. Na przykład Twoje reklamy nie wyświetlają się często na topowych pozycjach, a wiesz, że klienci częściej klikają wyniki z samej góry. Wtedy strategiczne podniesienie stawki (lub włączenie automatycznej strategii, np. docelowego ROAS), może Ci pomóc wejść na wyższy poziom.
Kiedy lepiej nie?
Gdy to jest Twoja pierwsza kampania w życiu i jeszcze nie masz zrobionych porządnych testów. Podwyższanie stawek bez planu to jeden z najłatwiejszych sposobów na szybkie przepalenie budżetu. Podobnie z przejściem na rozliczenie CPA: jeśli nie masz stabilnych i dobrze skonfigurowanych konwersji, Google zacznie optymalizować kampanię na chybił trafił. Efekt? Może się okazać, że system pakuje kasę w kliknięcia, które wcale nie przekładają się na sprzedaż.
Kiedy Google widzi, że kampania „dobrze idzie”, lub wręcz przeciwnie – stoi w miejscu – potrafi podpowiedzieć zwiększenie budżetu dziennego. Argument? „Twoje reklamy mogą wyświetlać się częściej, dzięki temu pozyskasz więcej kliknięć i konwersji”. Brzmi logicznie, no i w pewnych sytuacjach to się sprawdza.
Uważaj jednak na:
W praktyce warto stopniowo zwiększać budżet i monitorować, jak rośnie współczynnik konwersji. Jeśli widać wzrost konwersji, a CPA (cost per acquisition) dalej mieści się w Twoich założeniach rentowności – super. Jeśli jednak koszty galopują, a konwersje się nie zmieniają, utnij wydatki i przemyśl strategię.
Google Ads to nie tylko nagłówek i opis w reklamie – mamy mnóstwo rozszerzeń: od linków do podstron, przez lokalizację, aż po callouty i rozszerzenia cen. Rekomendacje w tym obszarze zazwyczaj są dość trafne: Google naprawdę lubi, gdy reklamy są wzbogacone różnymi informacjami, bo zwiększa to współczynnik klikalności (CTR).
Kiedy brać je na poważnie?
Zasadniczo zawsze warto mieć komplet rozszerzeń, o ile tylko pasują do Twojego biznesu. Przykład? Jeśli prowadzisz sklep stacjonarny, wstaw rozszerzenie lokalizacji. Jeśli sprzedajesz drobne usługi, daj odnośniki do najważniejszych sekcji w witrynie: „O nas”, „Cennik”, „Kontakt”. Wiele osób w ogóle zapomina o możliwości dodania większej liczby rozszerzeń, a to czasem sporo poprawia wyniki.
Szczególnie kiedy Google zauważy, że większość Twoich kampanii to search (czyli sieć wyszukiwania), może zacząć Cię namawiać: „Hej, dorzuć do tego kampanię wideo na YouTube czy w sieci reklamowej, poszerzysz zasięg i dotrzesz do nowych klientów”. Brzmi kusząco, bo w końcu format wideo i reklamy graficzne to duże pole do popisu kreatywnego.
Kiedy się na to zdecydować?
Jeśli masz środki i chcesz budować świadomość marki. Kampanie wideo i display nie zawsze przekładają się bezpośrednio na konwersje (choć potrafią, jeśli się to dobrze rozegra), ale na pewno pomagają Ci dotrzeć do nowych grup docelowych i wspierają retargeting.
Kiedy lepiej nie?
Jeśli Twój budżet jest mocno ograniczony, a Ty musisz każdą złotówkę przekuć w konwersję. W takiej sytuacji lepiej skupić się na kampaniach w sieci wyszukiwania (i ewentualnie retargetingu), bo to one najczęściej dają najszybszy i najbardziej mierzalny zwrot z inwestycji.
Kwestia sezonowości to kluczowy temat w branżach takich jak turystyka, odzież, budownictwo czy nawet e-commerce specjalizujący się w prezentach. Google Ads rekomendacje często opierają się na danych historycznych i bieżących trendach – ale nierzadko przegapia momenty, w których zbliża się kluczowy okres dla Twojego biznesu. Może Ci kazać usunąć słowa kluczowe „deska SUP” w zimie, uznając, że nikt nie klika. A potem przychodzi maj i czerwiec, a sprzedaż takiego sprzętu wystrzela w górę.
Jak się bronić?
Kiedy Google proponuje Ci przejście na strategię opartą o CPA, CPL czy ROAS, zawsze najpierw upewnij się, że masz pewnie skonfigurowane konwersje. Bez tego system może uczyć się na błędnych danych albo wręcz bazować na danych zerowych.
Co to oznacza w praktyce?
Jeśli system nie wie, jak wyglądają Twoje cele (a Ty przełączysz się na CPC w stylu „ustaw wolę płacić za konwersję”), może to być przepis na katastrofę. Lepiej przechodzić na modele automatyczne metodą małych kroków – i dopiero wtedy, gdy masz pewność, że wszystko działa.
Najważniejszą zasadą pozostaje: testuj i analizuj. Najgorsze, co można zrobić, to automatycznie klikać „akceptuj”, licząc, że Google wie lepiej. W Google Ads – jak w życiu – potrzebny jest plan i trzeźwe podejście do każdego kroku. A gdy widzisz, że rekomendacja totalnie mija się z Twoim sensem działania, możesz ją po prostu odrzucić i spać spokojnie, bo nawet to (o ironio!) czasem podbije Twój wynik optymalizacji.
Wypracowana metodyka pracy oparta na skalowalnym wzroście Twojego biznesu online.
Specjalista Google Ads. Specjalista Facebook Ads. Specjalista SEO.
Wspieram lokalnie: Obsługa Google Ads Kraków | Obsługa Google Ads Warszawa | Obsługa Google Ads Gdańsk | Obsługa Google Ads Łódź